opactwo zima – Rudy Opactwo

WIRYDARZ

Rajski ogród w Opactwie

Poniżej prezentujemy wizualizację rudzkiego wirydarza.
Najedź myszką na roślinę by wyświetlić jej nazwę. Kliknij w roślinę żeby wyświetlić informacje na jej temat.

1 2 3 4 5 5 6 7 8 8 8 9 10 10 11 11 11 12 12 12 12 12 12 12 12 13 14 14 14 15 15 16 16 17 17 18 18 19 19 20 20 21 21 21 22 22 23 23 23 23 24 24 25 25 25 26 26 26 26 27 28 28 29 29 30 30 31 31 31 32 32 33 34 34 35 35 36 36 37 38 39 40 40 40 40 42 42 42 43 43 44 44 44 44 45 45 45 46 46 46 47 48 48 48 49 49 50 50 51 51 wirydarz tlo – Rudy Opactwo

Ze względu na historyczne pochodzenie wirydarza, sięgające średniowiecznych jeszcze czasów, przy kompozycji zieleni wykorzystano wzorce wirydarzy zachowanych szczątkowo w klasztorach polskich oraz europejskich, ze szczególnym uwzględnieniem danych dotyczących Morimondu, jako macierzystego dla rudzkiego klasztoru. Wirydarze średniowieczne stanowiły szczególną formę ogrodu zamkniętego tzw. Hortus conclusus. Były to przestrzenie otoczone murami lub krużgankami o kompozycji centralnej, ściśle geometrycznej. W centrum tego niewielkiego ogrodu znajdowała się na ogół studnia lub fontanna. Wokół niej zakładano kwaterowy ogród o regularnym narysie, obsadzony krzewami (ze względu na niewielkie rozmiary rzadziej drzewami) oraz roślinami wieloletnimi.

Pomiędzy kwaterami pozostawiano wąskie ścieżki. Zarówno kwatery jak i dzielące je alejki dawały się wpisać w „figury doskonałe” – okrąg, kwadrat, trójkąt. Taki, służący kontemplacji ogród, w sposób symboliczny obrazował wszechświat, a jego umiarowe formy miały przypominać o doskonałości boskiego planu. Aby sycić wszystkie zmysły często forma widokowa była wzbogacona o zapachową i ogrody te pełniły jednocześnie funkcję herbarium.

Jakkolwiek otaczające wirydarz budynki zostały w znacznym stopniu przekształcone to jednak nadal jego wielkość, forma (niemal kwadratu), oraz usytuowanie w stosunku do pozostałych budowli zespołu, przypomina o jego pierwotnej funkcji. Zgodnie z „Koncepcją programową uprawy Ogrodu Rajskiego w dawnym wirydarzu klasztornym” projektowej jest układ kwater wzorowany na znanych wirydarzach klasztornych, z symetrycznymi, zbliżonymi w narysie do kwadratów polami, wykorzystując istniejącą w centrum kompozycji misę fontanny. Każda kwatera została zakomponowana indywidualnie. Kwatery usytuowane po przekątnej mają podobny, choć nie identyczny układ wewnętrzny, co podkreśla harmonię i umiarowość całości. W każdej został określony punkt centralny, będący jednocześnie dominantą wysokościową w postaci niewielkiego drzewka lub krzewu. Kolejne „obwódki roślinne”, aż do zewnętrznej zaprojektowano z roślin o coraz niższej wysokości docelowej. Całość kompozycji odwiedziono żywopłotem z bukszpanu wieczniezielonego, którego krzewy będą prowadzone w formie geometrycznej na wysokość ok. 50 cm. Bordiura ta podkreśla kształt wirydarza, jednocześnie przesłaniając tzw. „pas technologiczny”.

Ze względu na kontemplacyjny charakter wirydarza poszczególne kwatery otrzymały odmienną wartość znaczeniową. Zgodnie ze średniowieczną doktryną filozoficzną odwiedzający wirydarz będą mieć możliwość zarazem duchowego i fizykalnego „dotknięcia” świata Pisma Świętego. Kolejne kwatery oglądane w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, od wejścia mają odzwierciedlać kolejno:

KWATERA I
KWATERA II
KWATERA III
KWATERA IV

„W dniach Wielkiego Postu od rana do końca godziny trzeciej niech poświęcą czas czytaniu, a następnie do końca godziny dziesiątej wykonują powierzoną im pracę. W tych dniach Postu każdy otrzyma z biblioteki jedną książkę, którą powinien przeczytać od pierwszej do ostatniej strony w całości. Książki te trzeba rozdać na początku Wielkiego Postu.”
(48 rozdział Reguły Św. Benedykta)

 

Pięknym, kontemplacyjnym miejscem jest cysterski ogród klasztorny - wirydarz. Słońce oświetla zieloną murawę w środku ogrodu, liście roślin szeleszczą w podmuchach wiatru, cicho pluszcze woda w fontannie.
„W takim miejscu sam chętnie byłbym mnichem”, rozbrzmiewa głos z grupy odwiedzającej klasztor.

 

Obserwując w tak pięknym dniu spokojne życie zakonników w sercu tego starego klasztoru, odciętego od reszty świata, łatwiej wyobrazić sobie życie w raju.

 

Coś jednak jest nie tak: wirydarz ten nie do końca odpowiada powszechnie przyjętym wyobrażeniom o typowym ogrodzie klasztornym.

Ta czworokątna murawa niewiele ma wspólnego z okazałymi ogrodami w wielu klasztorach włoskich i francuskich. Na trawie otoczonej niskimi krzewami znajdują się studnia, jedno drzewo i więcej nic. Żadnych kolorowych kwiatów, żadnych ozdobnych ogródków z artystycznie przyciętym bukszpanowym żywopłotem, nie widać również żadnych użytkowych ogrodów ziołowo-leczniczych.

Po dłuższej obserwacji ogrodu nasuwają się pytania:

W jaki sposób użytkowany jest ten ogród, do czego służą krużganki otaczające ogród z czterech stron?

W jednym z klasztorów cysterskich zachodniej Europy na małej ściennej konsoli znajdujemy pierwszą odpowiedź: pomiędzy sękatymi drzewami siedzi, wykuty w kamieniu, brodaty mnich i czyta grubą księgę. Ta wiekowa figurka opowiada nam,w jaki sposób mnisi spędzali większą część dnia w klasztorze, w czasie, kiedy nie byli zajęci pracą fizyczną: mianowicie czytali!

Reguła św. Benedykta przewiduje każdego dnia czas na indiwidualną lekturę. W niedzielę czas poświęcony czytaniu był nieco dłuższy, gdyż odpadały wówczas prace wykonywane w dni robocze. Na czas postu reguła przewidywała jeszcze bardziej rozszerzony czas lektury. Tzw. Lectio divina była dla Św. Benedykta, a tym samym dla przebiegu dnia Cystersów znaczącym uzupełnieniem modlitw tzw. Liturgii Godzin.

 

Zakonnicy i zakonnice oddawali się lekturze szczególnie chętnie w krużganku z widokiem na ogród. Z tego punktu widzenia wirydarz był przede wszystkim miejscem do czytania, ogrodem – czytelnią. Książki, otrzymywali mnisi od bibliotekarza z położonej w krużganku biblioteczki, tzw. armarium. Armarium w Rudach – podobnie jak w innych klasztorach średniowiecznych - znajdowało się pomiędzy pomieszczeniem kapituły i kościołem, z dojściem od strony krużganków. W byłym klasztorze cysterskim Wienhausen w Lüneburger Heide zachowały się specjalne ławki dla czytelników w krużganku spełniającego funkcję czytelni. Pochłonięci lekturą zakonnicy faworyzowali w zimie zapewne miejsca nasłonecznione. W regionach północnych krużganek położony był najczęściej od strony południowej kościoła, chociaż zdarzały się również wyjątki. W każdym razie, zapewniał on lepsze światło oraz więcej świeżego powietrza w porównaniu z mrocznymi, nieogrzewanymi pomieszczeniami wewnątrz klasztoru, niedostatecznie oświetlonymi lampą olejną lub płomieniem świecy.

Krużganek,  – po łacinie claustrum – „otoczone, objęte, zamknięte”. Od tego słowa wywodzi się „klauzura” jako część klasztoru, do której dostęp mają tylko członkowie wspólnoty zakonnej. Krużganek był nie tylko miejscem faworyzowanym przez czytelnikow, lecz również pewnym rodzajem skrzyżowania codziennych dróg braci zakonnych. Jednakże jego forma i znaczenie z krzyżem Chrystusa ma niewiele wspólnego. Krużganki są raczej rodzajem połączenia pomiędzy poszczególnymi budynkami klasztornymi, ustawionymi wzdłuż krużganków jak np. refektarz (sala jadalna), dormitorium (sypialnia), izba w której się mnisi ogrzewali oraz kapitularz - sala zebrań kapituły. Stąd brały początek świąteczne procesje, stąd prowadziła również droga braci zakonnych z dormitorium do kościoła, miejsca nocnych modlitw tzw. godzinek.

 

W czasie wykopalisk archeologicznych w Yorkshire znaleziono w krużgankach klasztornych guziki, igły i naparstek, co oznacza, że wykonywano tam drobne prace ręczne jak np. szycie.

 

Pisarze przenosili ze skryptorium do krużganków świeżo zapisane karty pergaminu, żeby je tam wysuszyć, często również poświęcali się swojej pracy na lepiej oświetlonym dziedzińcu. Z relacji mnicha cysterskiego Bernardina Schellenbergera wynika, że zakonnicy raz w roku zwolnieni byli z przysięgi milczenia na rzecz tzw. „rekreacji”. W tym celu spotykali się w krużgankach, gdzie mieli możliwość wymiany poglądów, swobodnych rozmów i spacerów w ogrodzie. Pewna stara fotografia z południowo-afrykańskiego klasztoru Cystersów Marianhill pokazuje zakonników i nowicjuszy w krużganku ich klasztoru zagłębionych w rozmowy i dyskusje.

Otoczony krużgankami, kwadratowy lub prostokątny ogród, nazywany bywa również ogrodem klasztornym lub quadrum. Jak wspomniano w poprzednim rozdziale, w ogrodzie znajdowała się często studnia, zajmująca jedną stronę ogrodu, czasem zadaszona pawilonem, albo będąca jego centralnym punktem.  Quadrum jest ogrodem położonym w samym wnętrzu klasztoru i tym samym sercem każdego benedyktyńskiego i cysterskiego kompleksu budynków klasztornych. Cystersi zakładali klasztory jako alternatywę do zniewolonego grzechem świata poza ich murami. Napełnieni optymizmem i radością próbowali żyć tak, jakby Królestwo Boże było już wśród nich. Mieli nadzieję, że przez ich tryb życia doświadczają przedwczesnego raju i „Niebieskiej Jerozolimy”. Takie wyobrażenie pomagało im walczyć z ulotnością, przemijaniem i doczesnością oraz wymaganiami i ograniczeniami, które na tym świecie przynosiło życie.

 

Dając wyraz swym wysokim achitektonicznym wymaganiom, Cystersi tworzyli wewnątrz klasztorów zazębiające się wzajemnie symboliczne obrazy raju i „Niebieskiej Jerozolimy”: ogród pierwotnej niewinności, - opisywany na pierwszych stronach biblii, otoczony miastem odkupionych – przedstawiony w Objawieniu św. Jana – Apokalipsie.

 

Kościół, sypialnie, jadalnia, pokoje do pracy, sale zebrań oplatające krużganki symbolizują miasto. Pośrodku znajdują się dwa ogrody w jednym: – paradisus claustralis - klasztorny raj – oraz hortus conclusus – ogród zamknięty jako alegoria ziemskiego i rajskiego ogrodu. W idealnym wypadku centralnym punktem kompozycji była studnia lub wodotrysk. Zgodnie z Biblią, w samym środku raju wypływała życiodajna rzeka, która swymi odnogami symbolicznie dzieliła ogród na cztery części i nawadniała go.

 

Ze względów praktycznych w wielu klasztorach jak np. w Eberbach i Maulbronn pomysłowi rzemieślnicy nie osadzali studni w samym środku, aby wygodniej można było z niej korzystać np. w czasie niepogody.

 

W Maulbronn ogród otoczony jest rynnami, do których ścieka deszczówka z dachów. Pod krużgankami przebiegały rury, służące do dopływu i odpływu wody bieżącej, należące do wielu różnych systemów wodno-kanalizacyjnych, które w razie potrzeby odkopywano i naprawiano.

Tytuł ten nasuwa następne pytanie, a mianowicie, w jaki sposób i jakimi roślinami był faktycznie obsadzony ten klasztorny rajski ogród?

 

Pomijając jego znaczenie ideologiczne i alegoryczne, był on w średniowieczu raczej rodzajem dziedzińca mieszczącego studnię lub wodotrysk, niż typowym ogrodem z bujną roślinnością. Na próżno szukalibyśmy tam okazałych kompozycji roślinnych i kwiatów. Tego typu przepiękne, ozdobne ogrody powstały znacznie później.

 

Pełne licznych objaśnień plany średniowiecznych ogrodów z Sankt Gallen i Christchurch nie dostarczają nam niestety wyczerpujących informacji na temat występującej w nich roślinności.

 

W samym środku wirydarza w St. Gallen na przykład, rosła otoczona symetrycznymi ścieżkami roślina nazwana „savina”. Saviną nazywano wówczas rodzaj trującego jałowca, prastarą roślinę uprawną o właściwościach profilaktycznych i leczniczych, której gałęzie chętnie używano w niedzielę palmową do dekoracji kościołów.

 

Cechą charakterystyczną tego typu ogrodów było również to, że stało tam nie więcej jak jedno drzewo. Wiadomo również, że w angielskich klasztorach quadrum obsiane było głównie trawą.

 

Pisarka francuska Christine des Pisan opisując około 1400 roku klasztor Dominikanek w Poissy zauważyła, że trawnik w klasztorze był zawsze starannie wypielęgnowany. Regularnie strzyżony, nawet w lecie cieszył oczy soczystą zielenią. Nie kwiaty, lecz pieknie wypielęgnowana murawa była faktycznie sensacją w takim ogrodzie. Regularna pielęgnacja trawnika była ważną częścią prac klasztornych ogrodników.

 

Specjalista d.s. ogrodów Albertus Magnus poświęcił trawie spory rozdział w swym traktacie o roślinach, w którym pisze, iż łatwiej byłoby mu zrezygnować z owoców w ogrodzie, niż przez nie zniszczyć wypielęgnowaną murawę.

 

Francuski mnich i biskup z Grenoble, Hugo von Foulloy, w XII w. zauważył, iż trawnik w centrum klasztornego ogrodu jest odświeżającym balsamem dla oczu, zaś podziwiając go, po krótkim czasie powraca chęć ponownego zagłębienia się w nauce.

 

Wartości wizualne i rekreacyjne tych zielonych połaci były wysoko cenione już w XII i XIII w. Dla pogrążonych w studiach i lekturze mnichów widok zielonej trawy był chwilą duchowego odprężenia i inspiracji, dlatego też kolor ten odgrywa ważną rolę w symbolice i estetycznej ocenie kontemplacyjnych ogrodów.

 

Dla papieża Innocentego III (ok.1200) zieleń symbolizowała miłosierdzie i nadzieję. Teolog Hugo von St. Victor wygłaszał pochwałę zieleni jako najpiękniejszego koloru, jako symbolu wiosny i przyszłego zmartwychwstania. Wiosna, urodzajność, budzące się życie i zmartwychwstanie to pojęcia bliżej charakteryzujące ogród, znajdujący się w centralnym punkcie klasztoru.

 

Ogród kontemplacyjny w Eberbach z jego zieloną, skąpaną w słońcu murawą, samotnym drzewem i szemrząca studnią, widoczną spod cieni krużganków, którego kolory i odgłosy w ciszy letniego popołudnia szczególnie dobitnie działają na wyobraźnię i dają obraz atmosfery średniowiecznego wirydarza.

 

Wykuty w kamieniu, pochłoniety lekturą mnich na konsoli krużganka we wspomnianym klasztorze w Eberbach jest pod tym względem zarówno obrazem czytelnika tamtych czasów jak i wspomnieniem dawnych pustelników będących pierwowzorem Cystersów oraz wskazówką, że  poprzez lectio divina – codzienną lekturę w klasztornym raju można się zbliżyć o krok do raju niebieskiego.

Pomijając takie cenne wartości jak wyżej wymieniony kamienny mnich, klasztor Eberbach jest bardzo skromnie wyposażony. Cystersi XII-tego wieku nie akceptowali w zasadzie zdobień w architekturze klasztornej. Postawa ta była zapewne odpowiedzią na okazałe rzeźby i obrazy zdobiące krużganki w francuskich klasztorach w Vezelay lub Moissac, które do dzisiaj można tam podziwiać.

 

Św. Bernard z Clairvaux w swoim słynnym kazaniu przeciwko zalewie klasztorów sztuką wizualną pisze:

„Wszędzie widać taką różnorodność dziwacznych form, że bardziej pociąga nas czytanie marmurów niż pisma świętego. Czas spędzamy podziwiając kolejne rzeźby zamiast medytować o przykazaniach boskich. O Panie, jeżeli już nie wstydzimy się tej dziecinady, czyż nie bolą nas przynajmniej wydatki na nie?”

 

Św. Bernard uważał zatem, że zarówno tworzenie, jak i oglądanie tego typu dzieł sztuki jest stratą czasu i pieniędzy. Cystersi winni szukać wiedzy w książkach, a nie oglądając obrazy. Proste, skromne krużganki z Eberbach czy z Rud zapewne bardziej odpowiadałyby wyobrażeniom Bernarda, bo nawet wspomniany wizerunek kamiennego mnicha powstał dopiero po jego śmierci w XIV w.

 

Możemy jednak zaobserwować, że już w ciągu XIII w. elementy zdobnicze nieprzerwanie zakradają się do surowej architektury klasztorów, zdobywając na nowo swoje dawne miejsca na konsolach, głowicach i zwornikach. W XII w. portale i głowice kolumn w kościołach i klasztorach cysterskich zdobione były najwyżej wzorami geometrycznymi lub stylizowanymi ornamentami roślinnymi. Począwszy od XIII w. realistyczne bujne motywy roślinne wzbogacały sztukę i architekturę klasztorów cysterskich.

 

Nowe trendy rzeźbiarskie w francuskiej sztuce sakralnej pod koniec XIII w. dotarły wkrótce również do niemieckich kościołów i klasztorów. Widocznie nie uwłaczały te nowe elementy zdobnicze powadze cysterskiej religijności. Tak więc, mnisi z Maulbronn zlecili przyozdobienie zworników i głowic kolumn w krużgankach kamiennymi winoroślami, różami i innymi roślinami, które wyglądały jak żywe. Wykute w kamieniu rośliny były jakby przedłużeniem zielonej murawy klasztornego ogrodu, a także kamiennym i wiecznie kwitnącym jej uzupełnieniem. Szczególnie w czasie ponurych, zimowych dni przypominały o wiośnie, lecie a nawet o raju.

 

Rzeźbiarze przedstawiali ponadto przede wszystkim rośliny, które miały duże znaczenie dla symboliki chrześcijańskiej. To bogactwo symboli zobrazowanych roślin było właśnie powodem zastosowania tego rodzaju motywów dekoracyjnych w klasztorze Cystersów w Maulbronn. W zachodnim jego skrzydle znajdziemy obok liści i owoców jaskra, dębu i bylicy również głowice ozdobione kamiennymi różami i winoroślami. Zza gęstwiny winorośli uśmiecha się do nas nieco skryty na głowicy kolumny, mały, rozpoznawalny po tonsurze, wesoły mnich, który siedząc na wywróconej koszce, trzyma w ręku olbrzymią kiść winogron. Wiemy, że wino odgrywało zarówno w gospodarstwie klasztoru jak i w życiu powszednim Cystersów ważna rolę. Wino należy ponadto do najważniejszych symboli chrześcijańskiej alegorii, jako krew Chrystusa, który ofiarował się na krzyżu, ale również jako symbol nadzieji na zbawienie. Dlatego też rzeźby i obrazy przedstawiające winorośle, liście i winogrona są znaczącą częścią składową sztuki średniowiecznej i mają też swoje uzasadnienie bytu w nieco krytycznie nastawionych klasztorach cysterskich. Nie w każdym jednak przypadku powołanie się na alegorię eucharystii ma tu swoje uzasadnienie. Rzeźbiarz osadził nagiego zakonnika w bujnym lesie winorośli z ogromnymi kiściami owoców, w krainie zdającą się mlekiem i miodem płynąć. Patrząc na ten relief doznaje się wrażenia rozrzutności i dostatku, uciechy i rozkoszy. Takiej obfitości owoców, wina i miodu nie oczekuje się w ścisłej klausurze klasztoru cysterskiego. Być może jednak rzeźby na kolumnie odnoszą się do pokarmu duchowego i oczekiwania niebieskiego raju? Albo są one dowcipną aluzją do surowego życia codziennego braci zakonnych? Nie znając jednak autora płaskorzeźby ani żadnych zapisków Cystersów na ten temat, nie możemy niestety odpowiedzieć na to pytanie.

 

Poważną przestrogą jest natomiast rzeźba na zworniku sklepienia w kapitularzu w Maulbronn. Przedstawia ona anioła pośród winorośli, który na swym rogu oznajmia nadejście Sądu Ostatecznego.

 

W ewangelii św. Jana (15, 5-6) Jezus mówi:

„Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie.”

 

Postać anioła wśród winorośli napomina zakonników w kapitularzu, żeby prowadzili owocne życie naśladując Jezusa, by w dniu sądu ostatecznego nie narazić się na ogień piekielny.

 

W cysterskiej sztuce średniowiecza motyw winorośli spotykany jest wszędzie: w architekturze, rzeźbie, malarstwie witrażowym. Wyjątkowe w tym kontekście są witraże z kościoła klasztoru Cystersów w Altenburgu, znajdujące się obecnie w Heskim Muzeum Państwowym w Darmstadt. Powstałe ok. 1270 roku przedstawiają one w realistyczny sposób krzew winny pełen liści i owoców w charakterystycznej dla Cystersów szarej tonacji.

Tak jak winorośl przyporządkowana jest Jezusowi, tak róże na przyległych głowicach kolumnady krużganku w Maulbronn przyporządkowane są Jego Matce Maryi.

 

Róże są podobnie jak winogrona wszechobecne w sztuce średniowiecza. W Maulbronn znajdziemy kwitnące róże na zwornikach sklepienia i na wielu głowicach kolumn w krużgankach. Nie jest to jednak zaskakujące, biorąc pod uwagę, że wszystkie kościoły przy klasztorach cysterskich poświęcone były Maryi Dziewicy. Kościół taki bez obrazu Matki Boskiej był nie do pomyślenia, gdyż w XII wieku wykazywano szczególną dbałość o rozwój misterium maryjnego. Róża w ogrodzie jest obrazem i symbolem maryjnego wdzięku, czystości, miłości i doznanego przez nią cierpienia.

 

Wielu średniowiecznych autorów porównywało Maryję nie tylko do pojedynczej latorośli, ale do całego ogrodu. Ten szczególny rodzaj ogrodu maryjnego określany był jako hortus conclusus – ogród zamknięty. Pojęcie to zaczerpnięte z Biblii z „Pieśni nad pieśniami” miało decydujący wpływ na średniowieczną sztukę ikonograficzną.

 

Autor listów z Clairvaux cytował również ten tekst dla podkreślenia szczególnie pozytywnej, jak ją nazywał „rajskiej” atmosfery w swoim klasztorze. Św. Bernard z Clairvaux poświęcił „Pieśni nad pieśniami” liczne kazania, w których opisywana oblubienica była na przemian duszą, Kościołem, Matką Boską, czasem wszystkim naraz.

 

W „Pieśni nad pieśniami”(4, 12 -15) czytamy:

Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico,
ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym.
Pędy twe - granatów gaj,
z owocem wybornym kwiaty henny i nardu:
nard i szafran, wonna trzcina i cynamon,
i wszelkie drzewa żywiczne,
mirra i aloes, i wszystkie najprzedniejsze balsamy.
[Tyś] źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych
spływających z Libanu.

 

Artyści średniowieczni przechwycili z Biblii obrazy: zapieczętowanego źródła, zamkniętego ogrodu, fascynującego zapachu i czarujących kwiatów w ogrodzie do swoich licznych wierszy, pieśni i wspaniałych obrazów na cześć Matki Boskiej. W nich znaczącą rolę odgrywały również pojęcia: wysokich murów ogrodu, kolorowych, kwitnących łąk, źródeł i zdrojów. Tak np. obraz nieznanego mistrza z północnej Nadrenii przedstawia Maryję z Dzieciątkiem w towarzystwie Świętych i Aniołów pośrodku rajskiego ogrodu, otoczonego wysokimi murami. Oczywiście nie brakuje tu ani źródła, ani krzewu różanego rosnącego niedaleko muru pod drzewem wiśniowym. Ciernie i czerwone płatki róż są alegorią bólu i cierpienia, które musiała znieść Maryja.

 

Trzecia zwrotka starej pieśni maryjnej brzmi następująco:

„Maryjo, Ty jesteś czułością
Ty jesteś ogrodem różanym
Bóg sam go ozdobił Tym,
któregoś Ty urodziła
Kyrie elejson”.

 

Jako Pani rajskiego ogrodu była Maryja jednocześnie nową Ewą, zmazującą grzech pierworodny pierwszych ludzi, tak jak Jezus nazywany był nowym Adamem. Przypominają o tym leżące na stoliku ogrodowym obok patery napełnionej jabłkami dwa nadgryzione i jeden nietknięty owoc. Ogród maryjny to przeciwieństwo ogrodu rajskiego, który Ewa splamiła swoim grzechem.

 

Dla Cystersów ogród kontemplacyjny jest ogrodem – rajem, hortus conclusus, symbolem Maryi, i jednocześnie dziedzińcem, źródłem, miejscem do pracy, skrótem pomiędzy budynkami klasztornymi, czytelnią, miejscem inspiracji, religijnych medytacji oraz pięknie wypielęgnowanej murawy.

 

Nie był on jednak nigdy ogrodem, w którym uprawiano rośliny dla codziennego użytku. Takim ogrodom poświęcony jest następny rozdział.

 

Rozpoczynamy od ogrodu ziołowo-leczniczego.

„O chorych należy troszczyć się przede wszystkim i ponad wszystko i służyć im rzeczywiście tak, jak Chrystusowi, bo On sam powiedział: Byłem chory, a odwiedziliście Mnie oraz: Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”
36 rozdział Reguły Benedyktynskiej

 

Pod wysokim murem, pomiędzy rabatami kwiatów stoi pogrążona w myślach zakonnica. Otaczają ją róże, lilie i inne bujnie kwitnące rośliny. W jednej ręce trzyma ona przepięknie malowany modlitewnik, a w drugiej kwiat, który podziwia zadumana. Na swoim obrazie „Klasztorne rozważania” przedstawia angielski malarz Charles Allston Collins typowo romantyczne spojrzenie na średniowieczną mniszkę w ogrodzie klasztornym, nasycone różnorodnymi aluzjami co do jej czystości, dziewictwa i rodzaju kontemplacji. Sposób pokazania tematu na obrazie do dziś wpływa na nasze wyobrażenia o klasztornym ogrodzie. Ogród powinien być miejscem religijnej kontemplacji, w ktorym róże i lilie rosną obok roślin leczniczych i czarownych oraz ziół do przyprawiania skromnych posiłków.

 

W rzeczy samej, zielnik najbardziej odpowiada wizji typowego ogrodu klasztornego, bardziej niż wirydarz, sad lub warzywnik. Nowoczesne rekonstrukcje takiego ogrodu koncentrują się najczęściej na reprezentatywnym wyborze roślin leczniczych, podkreślając tym samym powyższy pogląd, podczas gdy równie ważne dla życia we wspólnocie klasztornej warzywa i owoce, tylko w małym stopniu są uwzględniane.

 

Pomimo całej tej idealizacji, której Collin dał wyraz na swoim obrazie, znajdziemy jednakże pewne podobieństwo pomiędzy uduchowioną wizją malarza epoki wiktoriańskiej, a rzeczywistym średniowiecznym ogrodem.

 

Walahfried Strabo, opat klasztoru Benedektynów na wyspie Reichenau napisał w IX wieku poemat dydaktyczny o tamtejszym zielniku. Dzieło to pod nazwą „Hortulus” (ogródek) poświadcza znaczenie zielnika dla wspólnoty zakonnej, opowiada wyczerpująco o rozmieszczeniu grządek, o wyborze i pielęgnacji roślin. Opat Walahfried opisuje róże,lilie i irysy, oprócz tego wiele innych roślin, których znaczna część do dnia dzisiejszego stosowana jest jako rośliny lecznicze. W ówczesnym życiu codziennym klasztoru były one niezbędne do pomocy chorym członkom wspólnoty zakonnej, lub opieki lekarskiej nad potrzebującymi i gośćmi.

Reguła św. Benedykta nakazywała wyraźnie, że zakonnicy powinni szczególną uwagę okazywać chorym. W tym celu chorzy byli umieszczani w osobnym budynku, w szpitalu lub tzw. infirmarium. W Citeaux dwa budynki przeznaczone były dla chorych: infirmerie ordinaire, skromny dwupiętrowy budynek z ogrodem otoczonym murem oraz grande infirmerie, trzynawowy budynek, który ostał się do poczatków XIX wieku. W Citeaux i innych dużych klasztorach kompleks budynków szpitalnych uzupełniały: własna kuchnia, oddzielne refektorium i latryny, kaplica szpitalna i krużganki. Konwersi posiadali własne infirmarium. Nowicjusze, pielgrzymi i potrzebujący umieszczani byli w osobnych budynkach.

 

Infirmarium prowadzone było przez felczera tzw. infirmarius, któremu pomagał brat zakonny tzw. famulus. Zazwyczaj infirmarius nie miał u Cystersów wykształcenia medycznego. Cystersom nie wolno było wykonywać zawodu lekarza nawet wtedy, kiedy później studia uniwresyteckie dla zakonników stały się rzeczą powszechnie praktykowaną.

 

Bernhard wyjaśnia ten punkt w liście do zakonników włoskich: „skoro chorób duszy w większym stopniu winno się obawiać i unikać, nie przystoi więc waszemu stanowi zakonnemu w żadnym wypadku żądać lekarstwa dla ciała, nie służy to bowiem uzdrowieniu.” O konsultacjach lekarskich i używaniu lekarstw pisał dalej: „To nie przystoi stanowi zakonnemu i przeczy zasadzie czystości naszego zakonu w szczególności i nie odpowiada ani godności ani czystości. Najważniejsza jest cierpliwość i pokora, dozwolone są najwyżej zioła lecznicze, te same których używają biedni.” Bernhard osobiście dysponował dużym praktycznym doświadczeniem w pielęgnacji i leczeniu chorych, znał się znakomicie na ziołach i ich leczniczym działaniu.

Należy przypuszczać, że infirmarius w średniowiecznym klasztorze cysterskim obeznany był z zielarstwem, posiadał duże doświadczenie praktyczne w leczeniu chorych, nieobce były mu również niektóre księgi medyczne.

 

Z zachowanych wykazów książek z Citeaux wiemy, że księgi z biblioteki klasztornej przechowywane były również w dziale szpitalnym. Obok ważnych, dodawających otuchy dzieł natury duchowej i modlitewników znajdowały się tam zapewne książki, które w szerokim tego słowa znaczeniu dotyczyły medycyny, ziół i leczenia chorób. Często sięgano po utwory antycznych autorów greckich, tłumaczone na łacinę.

 

Wiedzę medyczną lekarzy arabskich przejęto z początku przede wszystkim w słynnej Akademii Medycznej w Salerno we Włoszech. Tamtejsi lekarze wykorzystywali tą wiedzę we własnych książkach o chirurgii, farmacji i w ogólnych poradnikach zdrowia.

 

Francuski klasztor cysterski w Ourscamps posiadał odpis często wtedy czytanej książki o zielarstwie Apuleiusza Platonicusa. Bogato zdobiony rękopis, dziś strzeżony w British Library w Londynie, wykonano przypuszczalnie około 1200 roku w północnej Anglii. Zawiera on różne teksty pochodzenia łacińskiego i greckiego, które już w IV wieku n.e. zestawiono w jedną księgę w języku łacińskim, kopiowaną przez całe średniowiecze. Conajmniej sześćdziesiąt kopii tej książki zachowało się w różnych muzeach i bibliotekach. Sto trzydzieści rozdziałów tego dzieła poświęconych jest praktykom medycznym oraz lekarstwom wytwarzanym z roślin, zwierząt i innych substancji.

 

Pomimo, iż żaden z dotychczas znanych cysterskich zakonników nie napisał książki o tematyce medycznej lub ziołolecznictwie, to jednak Cystersi odsunięci od świata i powściągliwi w przyswajaniu wiedzy medycznej, troszczyli się o opiekę lekarską dla ludzi z własnego otoczenia. Nierzadko infirmarius był chirurgiem, nauczycielem i aptekarzem w jednej osobie. Do jego kompetencji należało również wytwarzanie lekarstw, do produkcji których wykorzystywano obok innych składników, rośliny z klasztornego zielnika.

W oddziałach szpitalnych zapewniano opiekę nie tylko ciężko chorym współbraciom. Było to również miejsce, w którym pielęgnowano obłożnie chorych, starszych zakonników i zakonnice, a także tych, którym regularnie co dwa miesiące puszczano krew, co uznawane było wtedy za skuteczną metodę leczniczą. Przez parę dni korzystali oni z ciszy i bezpieczeństwa lecznicy, pozwalano im jeść mięso, dłużej spać, a w wolnych chwilach przebywali być może w ogrodzie.

 

Na planie klasztoru St. Gallen szpital, budynek w którym upuszczano krew oraz zielnik rozmieszczone są w bezpośrednim sąsiedztwie. Taki właśnie ogródek tzw. herbularius, w którym sadzono najważniejsze rośliny lecznicze, należał w klasztorach cysterskich do wyposażenia infirmarium.

 

Podobnie było na terenie klasztoru Cystersów w Fountains, gdzie do dziś rozpoznawalna jest ścieżka wiodąca z izby chorych do zielnika, mimo iż sam ogród dawno już nie istnieje.

 

W ogrodzie infirmarium Opactwa Benedyktynów w Westminster Abbey w Londynie znaleźć można było obok małego, zamkniętego ogrodu, który być może zawierał trujące rośliny lecznicze, nawet sadzawki rybne, podwiązane winorośla, piaszczyste ścieżki wiodące przez ogród oraz otaczającą drzewo wiklinową ławkę. Całość kompletował gołębnik. Gołębie mięso bowiem podawano chorym, a obfity nawóz rozrzucano na grządkach zielnika.

 

Natomiast na planie klasztoru Christchurch ukazuje się ogród szpitalny jako pewnego rodzaju mały wirydarz z miejscem do czerpania wody, mycia i prania. Był zielnikiem i wirydarzem jednocześnie, podczas gdy na planie z St. Gallen obie funkcje były rozddzielone i herbularius leżał z dala od krużganków wirydarza. Ogród w Christchurch oddzielony był od reszty żywopłotem i bramą, istniała więc możliwość zamknięcia ogrodu.

 

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że zielniki podobnie jak sady trzymane były pod zamknięciem i niedostępne były bez konkretnego powodu dla mieszkańców klasztoru, mimo iż czasami, jak np. w ogrodzie w Westminster, ławki wręcz zapraszały do odpoczynku.

 

Na planie Wiberta z Christchurch zaznaczonych jest siedem rzędów różnokolorowych roślin, skierowanych w kierunku wschód-zachód. Być może wyznaczają one siedem sąsiadujących ze sobą grządek. Pomiędzy nimi piaszczyste lub porośnięte trawą ścieżki umożliwiają wygodny dostęp do grządek i podziemnie przebiegającego wodociągu.

 

Prostokątne grządki były lekko podwyższone i ogrodzone deskami. Tak przynajmniej opisuje to Opat Walahfried:

„w wietrze południa, w promieniach słońca ogrzewa się grządka

a ja ogrodzę ją deskami w prostokąt, aby się ostała

wyniesiona trochę wyżej ponad równą ziemię.”

 

Niewielki plan zielnika naszkicowany przez Wiberta należy do niewielu znanych nam źródeł obrazujących ukształtowanie ogrodów sprzed XIV wieku. Plan ten nie uwzględnia jednakże gatunków sadzonych w Christchurch roślin. Ich wybór zależny był od celu, któremu dany ogródek służył. Być może hodowano rośliny przeciwko drobnym dolegliwościom jak np. przeziębienie, gorączka, bóle żołądka albo zioła leczące skutki puszczania krwi i skuteczne przy opatrywaniu ran. Należy jednak wziąść pod uwagę, że ogród był stosunkowo mały porównując go z wielkością całego klasztoru. Prawdopodobnie najważniejsze zioła lecznicze występowały po jednym egzemplarzu, co dla zaopatrzenia wszystkich chorych w tak dużym klasztorze jak Christchurch zapewne nie wystarczało.

 

Ekspert do spraw ogrodów Sylvia Landsberg przypuszcza zatem, że w herbularium Wiberta hodowano przede wszystkim rośliny trujące jak opium, cykuta lub lulek.

 

Możliwe jednak, że rosły tam głównie rośliny, które swoim zapachem i pięknem przynosiły chorym pokrzepienie. Tak też autor listów z Clairvaux pisze o chorych mnichach, których cieszy przyjemny zapach, widok zieleni i piękno kwiatów. Zapach roślin był dla człowieka średniowiecza cechą równie ważną jak ich kolor oraz odziaływanie lecznicze. Właściwości te według ówczesnych wyobrażeń wspomagały proces powrotu do zdrowia. Nie dziwi więc, że w ogrodzie w St. Gallen obok silnie pachnącej lilii (lilium candidum) sadzono zwyczajny bób (vicia faba). Lilia uznawana była jako roślina lecznicza – Hildegarda z Bingen polecała ją przy problemach skórnych - , jednakże piękno jej kwiatów i wyjątkowy zapach były głównym powodem jej hodowli i pielęgnacji.

Na planie ogrodu w St. Gallen zaznaczone są oprócz lilli białej (lilium candidum) liczne rośliny, które obecnie nie zawsze uznawane są za zioła lecznicze. Wyszczególnione są róża (rosa), bób (fasiolo), cząber (sata regia), złocień balsamiczny (costo), kozieradka (fena greca), rozmaryn (rosmarino), mięta (menta), szałwia (salvia), ruta ogrodowa (ruta), irys (gladiolus), mięta polej (pulegium), rzeżucha (sisimbra), kminek (cumino), lubczyk (lubestico) i koper włoski (feniculum). Walahfried Strabo dodaje w swoim „Hortulus” do tej listy: boże drzewko (abrotanum), tykwę (cucurbita), melon (pepones), piołun (absinthium), szantę (marrubium), szałwię muszkatałową (sclaregia), seler (apium), betonię (vetonica), rzepik (agrimonia), kocimietkę (nepeta), rzodkiew (rafanum) i ambrozję. Pod nazwą „ambrozja” rozumiał Walahfried przypuszczalnie grupę różnych roślin , do których należały np. krwawnik (achillea millefolium) i wrotycz (chrysanthemum vulgare).

 

Uprawa jednakże takich roślin w ogrodzie jak szanta (marrubium vulgare), betonia (betonica officinalis) czy rzepik (agrimonia eupatoria) wydaje się poczatkowo dziwne. Te pospolite rośliny można było równie dobrze zbierać na otaczajacych klasztor łąkach i lasach. Być może dlatego nie były one zaznaczone na planie z St. Gallen. Z drugiej strony akurat betonia była np. ważnym lekiem przeciwko bólom głowy.

 

W herbarzu Apuleiusa Platonicusa w specjalnym traktacie można przeczytać wszystko o jej wysoce cenionych właściwościach. Ponadto betunia, podobnie jak pachnący, ślicznie żółto kwitnący rzepik, używana była do leczenia ran.

 

Szanta używana już w czasach antycznych jako antydotum na zatrucia i inne dolegliwości. Z korzeni pięknego, błękitnie kwitnącego irysa pozyskiwano w średniowieczu pachnidło, znane jako mieczyk. Sukiennicy używali go do nadawania tkaninom przyjemnego zapachu, pomagał on również w leczeniu chorób pęcherza.

 

Dzisiaj jednak takie rośliny jak irysy, lilie, i wtenczas znane już odmiany róż jak biała rosa alba, czy czerwona rosa gallica znalazłyby się raczej na rabatkach kwietnych w ogrodzie. Obok właściwości leczniczych, zapachu i koloru wyróżniają się powyższe kwiaty ich symbolicznym powiązaniem z Maryją Dziewicą. Tak więc rosną one zarówno w „rajskim ogródku” jak i na obrazie Collinsa „Rozważania klasztorne” zgodnie obok siebie. Biała lilia to symbol czystości i dziewictwa Matki Boskiej, czerwone róże symbolizują, jak już zauważyliśmy w krużgankach podziwiając tam kamienne kwiaty, jej wdzięk i ból, podczas gdy błękitny irys przypomina o pozycji Maryji jako królowej nieba. Bogata symbolika tych kwiatów dawała medytującym mnichom materiał do przemyślenia.

 

Znany już od dawna lubczyk (levisticum officinale) był w średniowieczu jedną z głównych przypraw dla wszelkiego rodzaju zup. Natomiast kmin rzymski (cuminum cyminum) i kozieradkę (trigonella foenumgraecum) zapomniano w kuchni niemieckiej na długi czas. Dopiero w ostatnich latach zostały one na nowo odkryte jako ważne składniki potraw orientalnych i indyjskich. Kmin rzymski, lubczyk, koper włoski (foeniculum vulgare) i anyż (piminella anisum) używane są dzisiaj rzadko w celach leczniczych, wtedy jednak były środkiem do zwalczania bólów brzucha i kolki. Kozieradka uśmierzała artretyzm, goraczkę, przeziębienia, czyraki i wrzody.

 

W medycynie ludowej nie używa się już mięty polnej (mentha pulegium), ruty ogrodowej (ruta graveolens) i złocienia balsamicznego (chrysantemum balsamita), gdyż mimo ich aromatycznego zapachu, mają one właściwości trujące. Pozostały natomiast mile widzianymi gośćmi w wiejskich ogródkach. Złocień balsamiczny mimo że nie jest mietą, posiada jednak ten typowy świeży zapach, dlatego też chętnie używa się go w wszelkiego rodzaju kompozycjach kwiatowych.

 

W średniowieczu rozsypywano płatki kwiatów na podłodze dla odświeżenia powietrza w pomieszczeniach zamkniętych. Mięty polnej i rdestu używano do zwalczania robactwa, jak i przeciwko różnorodnym dolegliwościom, począwszy od bólów głowy poprzez problemy żołądkowe aż do obłąkania, również w celu aborcji.

 

Do szczególnie ważnych roślin w średniowiecznej botanice należała ruta ogrodowa. Pachnące kokosem ziele pomagało w chorobach oczu, depresji, chorobach kobiecych i wielu innych. Dodawano ją do wina, ponieważ wierzono, że w ten sposób pozbawia się go właściwości toksycznych. Od czasów antycznych uznawano skuteczność tej rośliny przeciw wszelkim śmiercionośnym truciznom. Natomiast takie rośliny jak: bób, seler, rzodkiew, tykwa i melon to według dzisiejszych wyobrażeń kandydaci nadający się raczej do ogrodu warzywnego. Większość z nich spotykamy rzeczywiście w warzywniku klasztoru w St. Gallen, ale o tym w nastepnym rozdziale.

„Dobrze by było wprawdzie, by mnich w każdym czasie żył tak, jak należy żyć w Wielkim Poście,  lecz tylko nieliczni mają taki stopień cnoty. Dlatego też radzimy, żeby przynajmniej w dniach Wielkiego Postu bracia zachowali nienaruszoną nieskazitelność swego życia, usiłując naprawić w tych świętych dniach wszelkie zaniedbania innych okresów.”w.

49 rozdział Reguły Benedyktyńskiej

 

Dawno zniknęły już średniowieczne ogrody cysterskie. Nic nie zostało ze starych sadów i zielników. Nowo powstałe ogrody w klasztorach w Maulbronn i Eberbach zastapiły stare. One również w większym stopniu odpowiadają naszym wyobrażeniom o pięknych, zapraszających do odpoczynku ogrodach, niż skromne ogrody kontemplacyje, sady będące zarazem cmentarzem i pracochłonne warzywniki z pospolitą kapustą i fasolą.

 

Ze średniowiecznych ogrodów klasztornych pozostały jedynie historie, obrazy, i inne wyroby sztuki, które opowiadają nam o tych wielorakich związkach pomiędzy pracą w ogrodzie i modlitwą. W nich pozostały okruchy wspomnień o raju, których namiastką były dawne cysterskie ogrody. Dlatego też, bracia i siostry zakonne mogli w tych wirydarzach i sadach rozmyślać o pierwszym ogrodzie praprzodków: Adama i Ewy. W zielniku znajdowali kwiaty symbolizujące przymioty (cechy) Maryji. Piękno i różnorodność roślinności tych ogrodów, ich leczące i żywiące właściwości oznaczały dla nich jednocześnie pochwałę wspaniałego Boskiego stworzenia. Być może rośliny te były odbiciem przeszłego i przyszłego raju: drzewa, zioła i kwiaty w skuteczny sposób kontrastowały ze skromną, surową architekturą i ascetycznym sposobem życia Cystersów. Czasami jednak przynosili Cystersi część bogactwa tych ogrodów do ich pozbawionych ozdób kościołów.

Tak zwana „alrauna z Eppendorf” jest rzeczą, w której ogród i średniowieczne wierzenia nierozłącznie są ze sobą związane. Ten osobliwy objekt opowiada o powiązaniach pomiędzy dniem powszednim, wiarą chrześcijańską i ogrodem, będących podstawą życia tamtejszych ludzi. Nazwa korzenia pochodzi od dzielnicy Hamburga Eppendorf, gdzie został znaleziony. W sensie biologicznym nie jest on alrauną (mandragora officinalis), lub inaczej korzeniem mandragory. Do dzisiaj nie został on ostatecznie zidentyfikowany.

 

Legenda głosi, iż pewna ogrodniczka zakopała poświęconą hostię pod kapustą, w nadziei, że warzywo to będzie się lepiej rozwijało. W nocy kapusta zaczęła w cudowny sposób swiecić. Delegacja duchownych, która badała ten fenomen, znalazła pomiędzy kapustą uformowany z jej korzenia wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa. Ogrodniczka została skazana za świętokradztwo hostii i stracona. Korzeń przeniesiono do sąsiedniego klasztoru Cystersek w Harvestehude koło Hamburga. Tam też w 1482 roku oprawiono go w srebrną monstrację i wystawiono w kościele przyklasztornym ku zdumieniu okolicznej ludności. Po rozwiązaniu klasztoru cesarz Rudolph II kupił korzeń do swojej komory osobliwości, gdzie ozdobiono go koroną, którą nosi do dzisiaj. Alrauna z Eppendorf należy obecnie do cennych eksponatów w Skarbcu Duchowym Muzeum Sztuki Historycznej w Wiedniu.

 

Innego rodzaju dzieło sztuki podziwiać można w kościele klasztoru Cystersów w Doberanie. W zadziwiających obrazach uchwycone są tam wyobrażenia ludzi średniowiecza o ogrodach.

W kościele cysterskim w Doberanie do dnia dzisiejszego dzieli specjalna ściana tzw. lettner dawny chór zakonników od nawy środkowej, która była miejscem modlitwy konwersów. Lettner utworzony jest z bogato zdobionego retabulum ołtarza skrzydłowego (retabulum oznacza malowane lub rzeźbione tablice, które stawiane są na, albo za stołem ofiarnym tzw. nastawa ołtarzowa) na którym nasadzony jest krzyż tryumfalny. Krzyż i retabulum widoczne są z dwóch stron. Każda że stron pokazuje inne obrazy. Podczas gdy na stronie mnichów środkową część krzyża tryumfalnego zajmuje Maryja, a obrazy na krzyżu i retabulum opowiadają głównie historie z jej życia, to na stronie konwersów centralnym punktem jest ukrzyżowany Chrystus, który panuje nad drugą stroną. Na krawędziach krzyża rzucają się w oczy duże, widoczne po obu stronach liście. Pokazują one, że drzewo krzyża, służące jako instrument martyrium, symbolizuje zarazem drzewo życia. Włączają również Maryję do tej symboliki drzewa i ogrodu.

 

Krzyż doberański, podobnie jak duży krzyż w sadzie na planie klasztoru St. Gallen, symbolizuje centralne drzewo raju, z którego to jak głosi legenda, został wyciosany. Interpretację tę potwierdza rzeźba Adama i Ewy z jabłkiem w dłoni przed drzewem wiadomości w dolnej części krzyża. Po stronie konwersów obrazy opowiadają o grzechu pierworodnym w pierwszym ogrodzie, o śmierci Jezusa na krzyżu, który wyciosany był z drzewa rajskiego.

 

Płaskorzeźby przedstawiają również inny ogród. Na skraju lewego skrzydła widzimy Jezusa w nocy przed swoją śmiercią w ogrodzie Getsemane. Ewangelista Łukasz pisze, że Jezus, podczas gdy uczniowie spokojnie spali, modlił się: „Ojcze, jeśli chcesz, odsuń ode mnie ten kielich. Pragnę jednak, by spełniła się Twoja wola, nie moja.”.

 

Obok wypełnionego cierpieniem ogrodu ziemskiego prezentuje nam ołtarz doberański, pełen obietnic i pokus ogród rajski. Ponad wszystkim unosi się jak przyrzeczenie krzyż jako drzewo życia, nadzieja na zmartwychwstanie i raj niebieski.

Czy ogrody Cystersów były ogrodami rajskimi?

 

Albo raczej miejscami cierpienia, jak ten ogród, w którym Jezus spędził swoją ostatnią noc? Jedno jest pewne: niedostatek, ogrom pracy, mało snu, skromne posiłki i wczesna śmierć należały wówczas do życia cysterskiego, które wcale nie przypominało raju. W pierwszej linii stawiał sobie ten zakon za cel prowadzenie głebokiego życia duchowego, skierowanego na kontemplację Boga w duchu następstwa Jezusa i apostołów. Ogrody miały więc za zadanie zatrudnić i wyżywić wspólnotę i koić cierpienie. Prawdopodobnie były również miejscem odpoczynku dla chorych i zmęczonych. Napewno jednak nie były one, jak to sobie dzisiaj wyobrażamy, miejscem próżniactwa i indiwidualnego wygodnego życia. Już wtedy jednak istniały ogrody, w których podobne wyobrażenia były realizowane. Należały one jednak do całkiem odmiennego świata, poza murami klasztornymi.

Bibliografia

• M. Boguszewicz, P. Banaszczak: Katalog roślin II : drzewa, krzewy, byliny polecane przez Związek Szkółkarzy Polskich. Warszawa: Agencja Promocji Zieleni. Związek Szkółkarzy Polskich, 2003. 
• Z. Podbielkowski: Słownik roślin użytkowych. Warszawa: PWRiL, 1989.
• M. Mynett, M. Tomżyńska: Krzewy i drzewa ozdobne. Warszawa: MULTICO Oficyna Wyd., 1999. 
• T. Traczyk, Rośliny lasu liściastego. Warszawa: PZWS, 1959. 
• B. Chlebowski, K. Mynett: Kwiaciarstwo. Warszawa: PWRiL, 1983.
Wikipedia (autorzy, na licencji CC-BY-SA 3.0)